← Strona główna
Wejście dla każdego Infokracja dla dzieci
Chcę więcej: pełny przewodnik →

Opowiedziane jak dziecku · około 25 minut czytania

Co to jest ta cała Infokracja?

Ta strona tłumaczy Infokrację tak, jak tłumaczy się rzeczy dziecku: jedno miasteczko, jedna historia, jedna nowa rzecz na raz. Nie dlatego, że czytelnik jest głupi. Dlatego, że to jest jedyny sposób, żeby opowiedzieć cały ustrój od początku do końca i nic po drodze nie zgubić. Większość ludzi, którzy to czytają, to dorośli. I dobrze.

Umowa na start: żadne słowo nie pojawi się, zanim nie wytłumaczę, co znaczy. Jeśli coś jest niejasne, to moja wina, nie twoja. Napisz mi o tym na końcu.

Miasteczko, w którym pękła rura

Wyobraź sobie małe miasteczko. Nazwijmy je po prostu Miasteczko, bo mogłoby być każdym. Pewnego ranka w Miasteczku pęka stara rura z wodą, ta gruba, pod główną ulicą. Woda leje się na jezdnię, a w połowie domów nie ma czym umyć zębów.

Trzeba coś zrobić. I od razu jest kłopot, bo są trzy pomysły. Jedni mówią: załatajmy rurę, to najtańsze. Drudzy: wymieńmy cały odcinek, bo za rok pęknie obok. Trzeci: skoro i tak rozkopujemy ulicę, połóżmy od razu nową, większą rurę, na następne pięćdziesiąt lat, choć to kosztuje najwięcej.

Kto ma zdecydować? I jak? Cała ta strona jest odpowiedzią na to jedno pytanie. Wszystko, co dalej, będzie się działo w Miasteczku, wokół tej jednej rury. Bo ustrój, czyli sposób, w jaki ludzie wspólnie decydują, najlepiej widać nie na wielkich słowach, tylko na jednej pękniętej rurze.

Zapamiętaj: ustrój to odpowiedź na pytanie „kto decyduje i dlaczego akurat on”. Reszta to szczegóły.

Jak to się dzisiaj rozstrzyga

W Miasteczku mieszka pan Heniek. Pan Heniek przez trzydzieści lat kładł rury w całej okolicy. Zna każdą z nich, wie, gdzie grunt jest mokry, a gdzie kamienisty, wie, która rura pęknie następna. I mieszka pani Ola, która jest świetną fryzjerką, ale o rurach wie tyle, że woda z nich leci.

Dziś, kiedy Miasteczko głosuje, głos pana Heńka i głos pani Oli ważą dokładnie tyle samo. Jeden i jeden. Tak działa demokracja: każdy dorosły ma jeden głos, w każdej sprawie, zawsze. To był ogromny postęp wobec czasów, kiedy decydował król albo ten, kto miał więcej żołnierzy. Ale ma jedną dziurę: nie odróżnia tego, kto wie, od tego, kto nie wie.

A bywa jeszcze inaczej. Często o rurze nie decyduje ani pan Heniek, ani pani Ola, tylko radny, który o rurach wie tyle, co pani Ola, ale wygrał wybory, bo ładnie mówił i miał pieniądze na plakaty. Albo firma, która ma znajomego w urzędzie. Wtedy nie liczy się ani wiedza, ani nawet głos: liczy się władza, pieniądze i znajomości.

Zapamiętaj: dziś w sprawie rury głos hydraulika waży tyle, co głos fryzjerki, a najczęściej mniej niż głos kogoś, kto ma pieniądze albo stanowisko. To jest problem, od którego zaczyna się cała Infokracja.

Jeden pomysł, z którego wynika reszta

A gdyby zrobić tak: w sprawie rury głos pana Heńka waży dużo, a głos pani Oli mało. Ale w sprawie tego, czy w Miasteczku otworzyć szkołę fryzjerską, głos pani Oli waży dużo, a pana Heńka mało. Każdy głosuje we wszystkim, ale w każdej sprawie jego głos waży tyle, ile o tej konkretnej sprawie naprawdę wie.

To jest cała Infokracja w jednym zdaniu. Nazwa składa się z dwóch kawałków: „info”, czyli informacja, wiedza, i „kracja”, czyli rządzenie, tak samo jak w „demokracji”. Demokracja to rządy ludu. Infokracja to rządy tych, którzy w danej sprawie wiedzą. Nie „rządy mądrych”, bo nikt nie jest mądry we wszystkim. Pan Heniek jest wielki przy rurze i malutki przy fryzjerskiej szkole.

Zauważ, co się tu nie dzieje. Nikomu nie odbiera się głosu. Pani Ola głosuje w sprawie rury tak samo jak wszyscy. Tylko jej głos jest lekki, a głos pana Heńka ciężki. I jeszcze jedno: pani Ola może pójść, nauczyć się o rurach i jej głos w tej sprawie stanie się cięższy. Nikt jej tego nie zabroni. W dzisiejszym świecie żeby mieć cięższy głos, trzeba mieć więcej pieniędzy albo wygrać wybory. Tu trzeba więcej wiedzieć. A wiedzieć więcej może każdy.

Zapamiętaj jedno zdanie, które wystarczy, żeby opowiedzieć to komuś przy stole: „Im więcej wiesz o sprawie, tym mocniejszy masz w niej głos.” Cała reszta tej strony to odpowiedzi na pytania, które zaraz ci przyjdą do głowy.

Skąd wiadomo, kto naprawdę wie?

Pierwsze pytanie, które przychodzi do głowy: przecież każdy powie, że się zna. Pani Ola też może powiedzieć: „znam się na rurach”. I co wtedy?

Wtedy nic, bo w Infokracji na słowo nie wierzy się nikomu. Wiedzy się nie deklaruje, tylko sprawdza. A sprawdza się ją w trzech krokach, i warto zobaczyć wszystkie trzy, bo inaczej wygląda to na sztuczkę.

Krok pierwszy: pokaż, co potrafisz. Pan Heniek idzie do miejsca, które w tym projekcie nazywam Urzędem Weryfikacji Informacji, w skrócie UWI. Nazwa brzmi groźnie, ale to nie okienko z pieczątką. To bardziej warsztat: przychodzisz i robisz rzecz, którą umiesz, na oczach ludzi, którzy tę rzecz mają już sprawdzoną. Spawacz spawa i sprawdza się, czy spaw trzyma. Pan Heniek łączy rury i sprawdza się, czy nie cieknie. Mistrza ocenia mistrz, nie urzędnik.

Krok drugi: pokaż, że rozumiesz. Umieć zrobić to jedno, rozumieć, dlaczego to działa, to drugie. Więc jest jeszcze rozmowa. Nie test z kratkami do zaznaczenia, tylko rozmowa, w której ktoś pyta: „dlaczego tu dajesz grubszą rurę?”, słucha, i pyta dalej, głębiej, aż widać, gdzie kończy się twoje rozumienie. Takich rozmów trzeba prowadzić miliony, więc prowadzi je wyspecjalizowany program komputerowy, taka rozmawiająca maszyna. Maszyna sama wybiera i układa pytania o wybrany temat. Sprawdza odpowiedzi według wspólnego Drzewa Wiedzy. Ludzie z całego świata współdecydują, co w nim zapisano, a społeczność ustala reguły działania maszyny. Rozmowa odbywa się w nagrywanym pomieszczeniu, w którym nie można ściągać.

Krok trzeci: wynik to liczba, nie pieczątka. Na końcu nie ma „zdał” albo „nie zdał”. Jest procent. Pan Heniek rozumie rury na 91%. Pani Ola, gdyby spróbowała, może na 8%. Ta liczba nie jest dyplomem na całe życie: w każdej chwili można wrócić i ją poprawić. I sama powoli maleje, jeśli w dziedzinie zmieniło się dużo, a ty nie wróciłeś, żeby to sprawdzić.

Ale zaraz. Na samym początku nie ma jeszcze nikogo sprawdzonego. Kto sprawdzi pierwszego pana Heńka?

Dobre pytanie i uczciwa odpowiedź brzmi: na początku wyniki są tymczasowe. Biorą się z trzech rzeczy: ze starych świadectw i uprawnień, z dowodów wykonanej pracy (te rury naprawdę leżą pod ulicą i naprawdę nie ciekną) i z tego, że sąsiedzi wskazują: „Heniek się zna”. Pierwsi sprawdzeni sprawdzają następnych. A każde takie wskazanie ma swojego poręczyciela: jeśli ktoś poręczył za człowieka, który się nie znał, sam traci na uczciwości, o której zaraz.

Zapamiętaj: wiedzę pokazuje się rękami, potem rozmową, a wynik to procent, który można poprawić. Nikt nie dostaje wagi głosu za powiedzenie „znam się”.

Mądry oszust

Drugie pytanie: a co, jeśli pan Heniek zna się na rurach na 91%, ale jest oszustem? Jeśli wie, że najlepsza jest wymiana całego odcinka, ale głosuje za łataniem, bo jego szwagier ma firmę od łatania?

Wiedza bez sumienia to nóż. Chemik, który wie wszystko o truciznach i sprzeda je każdemu, kto zapłaci, nie powinien mieć ciężkiego głosu w sprawie trucizn. Dlatego w Infokracji waga głosu ma dwie części, nie jedną: ile wiesz i jak żyjesz. I ta druga jest z przodu, jako mnożnik.

Działa to tak. Każdy człowiek ma swój poziom uczciwości, liczbę od 1,00 do 0,00. Każdy zaczyna od 1,00, czyli od pełnego zaufania. Nie trzeba go najpierw zapracować, nikt nie zaczyna jako podejrzany. Ta liczba mnoży wagę całej twojej wiedzy, we wszystkich sprawach naraz. Pan Heniek uczciwy: 91% wiedzy razy 1,00. Pan Heniek, który raz publicznie skłamał, żeby pomóc szwagrowi, i został na tym przyłapany: 91% wiedzy razy, powiedzmy, 0,70. Wciąż wie tyle samo, ale jego głos zrobił się lżejszy, we wszystkich sprawach, nie tylko w sprawie rur. A gdyby kiedyś spadł do zera, największy znawca rur na świecie miałby głos ważący zero.

Kto obniża tę liczbę? Nie urząd i nie komputer, który podgląda twoje życie. Obniża ją tylko sąd, o którym będzie w rozdziale ósmym: tysiące anonimowych ludzi patrzą na to, co zrobiłeś, i oceniają według katalogu przewinień, który miasteczko spisało wcześniej, wspólnie. A odzyskiwanie jest możliwe, ale wolniejsze niż upadek: przez prawdziwy wkład dla ludzi, nie przez przeprosiny. To nie jest przypadek. Ma się opłacać nie zepsuć zaufania, a nie umieć je szybko naprawić.

Zapamiętaj: waga głosu to wiedza razy uczciwość. Uczciwość zaczyna od 1,00 i spada tylko wtedy, kiedy ludzie, nie maszyna, uznają, że zrobiłeś coś złego.

Drzewo, na którym rośnie wszystko, co wiemy

Trzecie pytanie: skąd Miasteczko wie, że sprawa rury to sprawa dla pana Heńka, a nie dla pani Oli? Ktoś musi to za każdym razem wskazać palcem?

Nie. Wskazuje drzewo. Wyobraź sobie, że wszystko, czego ludzie kiedykolwiek się nauczyli, ułożono jak jedno wielkie drzewo. Pień to rzeczy najogólniejsze. Z pnia wychodzą grube gałęzie: nauka, rzemiosło, sztuka, prawo. Z nich cieńsze: z rzemiosła wychodzi hydraulika, z hydrauliki sieci wodociągowe, z sieci wodociągowych łączenie rur żeliwnych z plastikowymi. Na samym końcu każdej gałązki są listki: pojedyncze, konkretne umiejętności. W tym projekcie nazywam to Drzewem Wiedzy.

Egzamin, o którym była mowa, zdaje się zawsze z listka, nigdy z całej gałęzi. Nie zdaje się „hydrauliki”, bo to za dużo naraz; zdaje się „łączenie rur żeliwnych z plastikowymi” na 91% i „obliczanie ciśnienia w sieci” na 84%. A wyżej, na gałęzi „sieci wodociągowe”, liczba pana Heńka wychodzi sama, jako średnia z jego listków. Ważona: listek, na którym stoi więcej innych rzeczy, liczy się bardziej.

I teraz sprawa rury. Ten, kto ją zgłasza, nie wskazuje ludzi. Wskazuje gałęzie: „to dotyczy sieci wodociągowych, budowy dróg i budżetu miasteczka”. Drzewo samo znajduje wszystkich, którzy mają na tych gałęziach zapalone listki, i to ich głosy w tej sprawie ważą najwięcej. Pan Heniek zapala się mocno. Pani Ola prawie wcale. A gdyby sprawa dotyczyła szkoły fryzjerskiej, drzewo zapaliłoby się w zupełnie innym miejscu.

Zapamiętaj: egzamin zdajesz z listka, gałąź liczy się sama, a sprawa wskazuje gałęzie, nie ludzi. Dzięki temu nikt nie musi decydować, kto jest ekspertem. Drzewo to wie.

Jak głosuje Miasteczko

Wróćmy do rury. Mamy trzy pomysły: załatać, wymienić odcinek, położyć nową dużą rurę. Mamy ludzi z zapalonymi listkami. Jak wygląda samo głosowanie? Inaczej, niż myślisz, bo w Infokracji nie głosuje się raz, na wszystko naraz.

Najpierw wycena. Zanim ktokolwiek zagłosuje, każdy pomysł musi mieć kosztorys: ile to kosztuje, ile potrwa, co się może nie udać. Kosztorysy robią ci, którzy chcą i się znają, za darmo, a wszyscy je widzą. Kolejni fachowcy poprawiają błędy poprzednich. Nikt nie głosuje w ciemno.

Potem etap pierwszy: kierunek. Ludzie głosują, każdy z własną wagą, wiedza razy uczciwość. Głos pana Heńka waży dużo, głos pani Oli mało, ale oboje głosują. Ważne: wiedza liczy się do kwadratu. To znaczy, że ktoś z 90% wiedzy nie ma trzy razy cięższego głosu niż ktoś z 30%, tylko dziewięć razy cięższy. Bez tego tłum ludzi, którzy trochę wiedzą, zawsze przegłosowałby garstkę tych, którzy wiedzą dużo. Kwadrat sprawia, że różnica w wiedzy naprawdę coś waży.

Czy sprawa jest oczywista? Powiedzmy, że „wymienić odcinek” wygrywa wyraźnie, z dużą przewagą nad resztą. W tym projekcie przyjąłem, że duża przewaga to trzydzieści punktów, ale to liczba do dostrojenia, nie święty przepis. Skoro przewaga jest duża, kierunek jest ustalony i schodzi się piętro niżej: teraz głosuje się już tylko nad szczegółami wewnątrz wymiany. Jaka rura, kto to zrobi, w jakim terminie. A gdyby przewaga była mała, gdyby „wymienić” i „położyć nową” szły łeb w łeb? Wtedy nikt nie ogłasza zwycięzcy. Sprawa nie jest oczywista, więc dzieli się ją na mniejsze kawałki i rozstrzyga dokładniej, tam, gdzie różnica naprawdę leży.

Głos można zmienić. Aż do końca etapu każdy może zmienić zdanie albo wycofać głos. Więc jeśli pan Heniek napisze: „ludzie, łatanie to wyrzucanie pieniędzy, za rok rozkopiemy to samo miejsce”, i przekona sąsiadów, oni zmienią głos. Właśnie po to jest to, co opiszę w rozdziale dziewiątym: miejsce, w którym ludzie przekonują się nawzajem w trakcie głosowania, nie przed nim.

Ale zaraz. Po co pan Heniek ma się fatygować i czytać kosztorysy, skoro nikt mu za to nie płaci?

Płaci. Jeśli decyzja, w której brał udział, została wykonana i przyniosła Miasteczku zysk albo oszczędność, ci, których ciężkie głosy ją przeforsowały, dostają z tego mały procent, przez lata, za każdym razem. To samo z tymi, którzy zrobili dobry kosztorys. Nie jest to pensja. To raczej kapanie: drobne, ale długo. Dzięki temu na głosowanie przychodzą ci, którzy się znają, bo im się to opłaca, a nie ci, którzy akurat mieli wolne popołudnie.

Zapamiętaj: najpierw wycena, potem kierunek, potem szczegóły; wiedza do kwadratu; głos można zmienić do końca etapu; dobra decyzja płaci tym, którzy ją podjęli.

Kto ukradł rury

Wymiana ruszyła. Na placu leżą nowe rury. I pewnej nocy trzy z nich znikają. Po tygodniu wiadomo, kto je wziął: młody chłopak z Miasteczka, sprzedał je na złom. Przyznał się. Co teraz?

Dziś sprawę dostałby jeden sędzia w todze, który zawodowo sądzi wszystkich, od złodziei rur po oszustów bankowych. W Infokracji nie ma zawodu sędziego. Sprawa trafia do wielu ludzi naraz, czasem do tysiąca, i to oni wspólnie ustalają karę. Ale nie byle jak, więc znów po kolei.

Kto może sądzić. Nikt nie jest zmuszany i nikogo się nie losuje. Sądzić może każdy, kto chce, pod warunkiem, że wcześniej sam przeszedł przez ten sam sąd (o tym w rozdziale dwunastym). Wchodzisz do sprawy, bo chcesz.

Najpierw dokumenty, potem sprawdzian. Kto wszedł, dostaje wszystkie akta: co się stało, kiedy, jakie są dowody, co mówi chłopak. A potem, zanim wolno mu zagłosować, przechodzi sprawdzian ze znajomości tej konkretnej sprawy. Taką samą rozmowę jak przy egzaminie z wiedzy: „dlaczego uważasz, że działał sam?”. Wynik to procent: znam tę sprawę na 85%. Ktoś, kto przeleciał akta wzrokiem i zna sprawę na 20%, też może głosować, ale jego głos w tej sprawie waży prawie nic. Waga sędziego to jego uczciwość razy znajomość sprawy do kwadratu.

Kara jest średnią. Miasteczko ma spisany wcześniej katalog: kradzież mienia wspólnego, widełki od tylu do tylu. Każdy sędzia mówi, ile daje w tych widełkach, i dlaczego: „przyznał się, oddał pieniądze, pierwszy raz, daję nisko”. Kara to średnia ważona ze wszystkich, gdzie ci, którzy sprawę znają lepiej i żyją uczciwiej, ważą więcej. Nikt jeden nie decyduje o czyimś losie.

Nikt nie wie, kto kogo sądzi. Sędziowie występują pod numerami i nie widzą nazwiska chłopaka, chłopak nie widzi ich. Po to, żeby nikt nie sądził łagodniej kuzyna ani surowiej kogoś, kogo nie lubi. Kto chce, może się ujawnić, ale nie musi.

Zapamiętaj: sądzą ludzie, którzy chcą, po sprawdzianie ze znajomości sprawy, anonimowo, a kara to ważona średnia ich głosów. To ten sam sąd obniża komuś poziom uczciwości z rozdziału piątego.

Trzy krany z wiadomościami

Przez cały ten czas o rurze piszą. Dziś wyglądałoby to tak: jeden artykuł, a w nim wymieszane trzy różne rzeczy. Fakt: „rura pękła we wtorek”. Opinia autora: „to skandal i wstyd dla burmistrza”. Namowa: „dlatego w wyborach głosujcie na Kowalskiego”. Czytasz i musisz sam zgadywać, co jest czym. Większość ludzi nie zgaduje. Łyka całość.

W Infokracji wiadomości płyną trzema osobnymi kranami, jak w kuchni, gdzie masz osobno zimną, ciepłą i wodę do picia. Mieszanie ich w jednym tekście jest wykroczeniem, tak jak dziś wykroczeniem jest przejście na czerwonym. Nie stylem, wykroczeniem.

Kran pierwszy: fakty. Tylko to, co się stało, bez ocen, bez plotek, bez zgadywania, co będzie. Nudne? Tak. Celowo nudne. A każdy, kto tu pisze, ma licznik prawdziwości: po jakimś czasie sprawdza się, czy to, co napisał, okazało się prawdą. Kto pisze nieprawdę, spada na koniec listy i przestaje zarabiać na pisaniu faktów. Może się przenieść do trzeciego kranu.

Kran drugi: głosowanie. To jest miejsce, gdzie pan Heniek przekonuje sąsiadów, żeby zmienili głos. Do każdej sprawy powstaje osobny kanał, jak wątek na forum, i znika, kiedy sprawa się kończy. Nie ma tu polityków, bo nie ma polityków w ogóle. Są mieszkańcy. Każdy może mówić, ale wypowiedzi układają się według tego, ile mówiący wie o temacie, a słuchający mogą je podnosić do góry, też z wagą swojej wiedzy. Więc pani Ola, która o rurach wie mało, ale wpadła na świetny pomysł, może zostać wyniesiona na górę przez pana Heńka i innych, którzy wiedzą dużo. To jest bardzo ważny kran. W tym ustroju to on zastępuje parlament.

Kran trzeci: rozrywka. Tu wolno wszystko, co dziś wolno w gazetach: plotki, opinie, żarty, oburzenie. Tylko każdy wie, że odkręcił kran z rozrywką, a nie z faktami.

Zapamiętaj: fakty osobno, przekonywanie osobno, rozrywka osobno. Ten, kto podaje nieprawdę jako fakt, traci pozycję i dochód. Ten, kto przekonuje, jest słyszany na tyle, na ile się zna.

Pani Basia i jej złączka

Przy wymianie rury okazuje się, że stara żeliwna rura nie chce się dobrze łączyć z nową plastikową. Pani Basia, która całe życie pracowała w warsztacie, wymyśla prostą złączkę, taki pierścień z gumową wkładką, który to rozwiązuje. Działa. I teraz pytanie: co pani Basia z tego ma?

Dziś miałaby dwie drogi. Albo sprzedać pomysł raz, za jedną kwotę, i koniec. Albo opatentować, czyli dostać papier, który przez dwadzieścia lat zabrania innym robić podobne złączki bez jej zgody, i żyć z zakazywania. Obie drogi są kiepskie: pierwsza dla pani Basi, druga dla wszystkich innych.

W gospodarce, którą nazywam Informatium, jest trzecia droga. Pani Basia opisuje złączkę dokładnie, w sześciu częściach (co to jest, jak działa, z czego, do czego, co trzeba umieć, co może pójść nie tak), i wiesza ją na Drzewie Wiedzy jako owoc, na gałęzi „łączenie rur”. Wskazuje też korzenie: z jakich wcześniejszych pomysłów skorzystała, bo nikt nie wymyśla niczego z powietrza. Ludzie z tej gałęzi sprawdzają dwie rzeczy: czy to działa i czy tego wcześniej nie było. Od tej chwili każdy może robić złączkę pani Basi. Nikt nikomu nie zabrania.

Tylko że za każdym razem, kiedy ktoś gdziekolwiek zrobi taką złączkę, pani Basi kapie mała opłata. Nie za to, że coś posiada. Za to, że jej pomysł się komuś przydał. A kiedy za dwa lata pan Tomek ulepszy jej złączkę i powiesi swój owoc obok, z korzeniem prowadzącym do jej złączki, to za każde użycie ulepszonej wersji kapie i Tomkowi, i Basi. Pieniądz płynie korzeniami w dół, do wszystkich, na których czyimś pomyśle stoi.

Zapamiętaj: pieniądze bierze się z bycia użytecznym, nie z zakazywania. Pomysł wisi na drzewie, każdy może z niego korzystać, a autorowi kapie za każde użycie, przez lata.

Fabryka, która nigdy nie śpi

Dobrze, ale skąd pani Ola ma pieniądze na życie, skoro w Miasteczku nie ma już etatów w ratuszu ani polityków, którzy obiecują miejsca pracy?

Z hal. Nowe rury dla Miasteczka nie powstają w fabryce, w której ludzie stoją przy taśmie. Powstają w miejscu, które nazywam Halą Specjalistyczną: to długie linie robotów, które pracują dzień i noc, bez przerwy. Kiedy robotowi siada bateria, wymienia mu ją inny robot. Ludzie tam nie dźwigają, nie spawają w dymie i nie wdychają pyłu. Ludzie te maszyny projektują, pilnują i ulepszają. Ciężkie i niebezpieczne prace robią maszyny, bo mogą.

Hale postawiło Miasteczko, wspólnie, za wspólne pieniądze. Więc to, co hale zarabiają, ponad koszty, wraca do mieszkańców. Każdy dostaje co miesiąc swoją część, taką stałą wypłatę, którą nazywam dochodem podstawowym. Pani Ola też. Nie za pracę, za to, że jest współwłaścicielką hal, tak jak każdy w Miasteczku. Do tego dochodzi to, co kapie z owoców, jeśli coś powiesiła, i to, co zarabia w swoim salonie. Dochód podstawowy to podłoga, nie sufit.

Dwie rzeczy są tu ważne. Po pierwsze, hale produkują tylko tyle, ile Miasteczko i sąsiednie miasteczka zgłosiły, że potrzebują. Nie produkują „żeby produkować” i nie zasypują nikogo rzeczami, których nie chce. Po drugie, jeśli ktoś woli krzesło zrobione ręką stolarza, nieidealne, z drewna, które sam wybrał, może je kupić drożej, z oznaczeniem Made by Human Hand: zrobione ludzką ręką. Maszyny robią rzeczy, a ludzie robią rzeczy wyjątkowe, i za to jest osobna cena.

Zapamiętaj: roboty pracują w halach dzień i noc, hale należą do wszystkich, a zysk z nich to comiesięczna wypłata dla każdego. Pracę ludzką się nadal ceni, tylko już nie tę ciężką i niebezpieczną.

Jak się tam dostać

Ostatnie pytanie, zanim odpowiem na to najważniejsze: skoro to wszystko jest takie ładne, to dlaczego nigdzie tego nie ma? I jak miałoby się zacząć, bez rewolucji, bez przewracania wszystkiego do góry nogami?

Wyobraź sobie most między dzisiejszym światem a Infokracją. Most ma trzy kładki i każdy przechodzi po nim sam, kiedy chce. Nazywam to Wielkim Sądem, choć to nie jest sąd z ławą oskarżonych.

Kładka pierwsza: pokaż, co potrafisz. Dobrowolna. Zdajesz tylko te listki, które sam wybierzesz. Kładka druga: pokaż, że rozumiesz. Też dobrowolna, to rozmowa z rozdziału czwartego. Kładka trzecia: rozlicz się z tego, jak żyłeś. Ta jest obowiązkowa dla każdego, kto chce być częścią nowego świata, i to jest dokładnie ten sąd z rozdziału ósmego, tylko sądzony jesteś ty. Ludzie patrzą na to, co zrobiłeś w życiu, według wspólnego katalogu, i wychodzi twój poziom uczciwości. Większość ludzi wychodzi z niego z 1,00, bo większość ludzi nikogo nie okradła. Ale kto przeszedł, ten może sądzić innych.

Nikt nie buduje tego mostu siłą. Przechodzi się, kiedy się zobaczy, że po drugiej stronie jest lepiej. Najpierw garstka, potem sąsiedzi, potem Miasteczko. Kolejne części ustroju włącza się dopiero wtedy, kiedy przeszło wystarczająco dużo ludzi: najpierw głosowania w małych sprawach, potem większe, potem hale. Nie ma dnia, w którym stary świat się kończy. Jest długi most, po którym idzie coraz więcej osób.

Zapamiętaj: do Infokracji nie robi się rewolucji. Przechodzi się po moście, dobrowolnie, po jednej osobie. Wystarczy, żeby dość ludzi potwierdziło, co wie, i rozliczyło się z tego, jak żyje.

Dlaczego to najlepszy ustrój, jaki da się wymyślić

Teraz już wiesz, jak działa całość. Więc mogę odpowiedzieć na pytanie, które postawiłem w tytule. Uważam, że Infokracja jest najlepszym ustrojem, jaki da się wymyślić, i mam na to sześć powodów. Każdy widać na Miasteczku.

  1. Nie da się kupić głosu.

    W dzisiejszym świecie żeby mieć cięższy głos, wystarczą pieniądze: na plakaty, na reklamę, na znajomości. W Infokracji ciężki głos ma się z tego, co się ma w głowie. A tego nie można kupić, odziedziczyć ani załatwić. Można się tylko nauczyć.

  2. Każdy może zostać ciężki.

    Pani Ola nie jest skazana na lekki głos. Może iść, nauczyć się o rurach i jej głos w sprawie rur zrobi się ciężki. Nikt nie pyta, gdzie się urodziła, kim byli jej rodzice, ile ma na koncie. W żadnym innym ustroju droga do władzy nie jest tak prosta i tak otwarta dla każdego: naucz się.

  3. Nie ma polityków, bo nie ma czego obiecywać.

    Polityk to ktoś, kto obiecuje, że będzie decydował dobrze, jeśli dasz mu władzę na cztery lata. W Infokracji nie ma czterech lat i nie ma stanowiska do zdobycia. Każda sprawa jest osobnym głosowaniem, w którym decydują ci, którzy się znają. Nikt nie ma po co kłamać w kampanii, bo nie ma kampanii.

  4. Uczciwość opłaca się bardziej niż cwaniactwo.

    Dziś oszust, który nie dał się złapać, ma tyle samo do powiedzenia, co uczciwy, a często więcej. W Infokracji jedno przyłapane kłamstwo robi twój głos lżejszym we wszystkich sprawach naraz, na lata. Rachunek jest prosty: bardziej się opłaca nie oszukiwać. To jedyny ustrój, w którym uczciwość jest wprost wpisana we wzór na władzę.

  5. Pieniądze płyną za bycie użytecznym.

    Pani Basia zarabia, bo jej złączka się przydaje, a nie dlatego, że ma papier zabraniający innym. Roboty pracują, a zysk idzie do wszystkich, nie do jednego właściciela. Nikt nie zostaje bez niczego dlatego, że jego pracę przejęła maszyna. Bogaci się ten, kto coś dołożył, nie ten, kto coś zagrodził.

  6. Sam się poprawia.

    To jest powód najważniejszy. Wszystkie liczby, które tu padły: trzydzieści punktów przewagi, kwadrat, tempo odzyskiwania uczciwości, to parametry, które Miasteczko może zmienić w zwykłym głosowaniu, jeśli zobaczy, że coś działa źle. Ustrój, który nie potrafi poprawić samego siebie, w końcu psuje się i trzeba go obalać. Ten jest zbudowany tak, żeby poprawiać się małymi krokami, codziennie, rękami tych, którzy w nim żyją. Nie jest gotowym prawem. Jest warsztatem.

Zauważ, że żaden z tych sześciu powodów nie mówi „bo ludzie będą lepsi”. Ludzie będą tacy sami: jedni uczciwi, inni cwani, jedni chętni do nauki, inni nie. Infokracja nie liczy na lepszych ludzi. Liczy na to, że tym samym ludziom bardziej opłaci się wiedzieć i być uczciwym niż nie wiedzieć i oszukiwać. To jest cała różnica między marzeniem a ustrojem.

Jeśli masz zapamiętać jedno zdanie z całej strony, to to: „Im więcej wiesz o sprawie, tym mocniejszy masz w niej głos. Infokracja.”

Uczciwie na koniec: czego tu jeszcze nie ma

Obiecałem, że będę uczciwy, więc kończę uczciwie. Najpierw rzecz najważniejsza: Infokracja nigdzie nie istnieje. Żadne miasteczko, żaden kraj. Pan Heniek, pani Ola, pani Basia i chłopak od rur są zmyśleni. To projekt jednego człowieka, który buduje go od czternastu lat i wciąż go zmienia, kiedy znajdzie lepsze rozwiązanie. Traktuj tę stronę jak plan domu, a nie jak zdjęcie domu.

Są pytania, na które nie mam jeszcze pełnej odpowiedzi, i nie chowam ich:

  • Kto pilnuje maszyny? Społeczność głosuje nad wnioskami o zmianę jej zadań, uprawnień i ograniczeń. Pytania układa sama maszyna. Mistrz, który potwierdza umiejętności człowieka, odpowiada za swoje słowo: za kłamstwo może stracić dochód z tej umiejętności i punkty etyczności.
  • Co z kimś, kto nie chce przejść przez most? Czy jest obywatelem drugiej kategorii? A co z kimś, kto z powodu choroby albo wieku nie może zdawać egzaminów? To najpoważniejsza dziura w projekcie.
  • Kto widzi twoje liczby? Sąsiad, sklep, pracodawca? Materiały mówią o jawności, ale nie rysują granicy prywatności.
  • Czy to nie jest kredyt społeczny w ładniejszym opakowaniu? Odpowiadam: nie, bo żaden komputer nie liczy twojej uczciwości z codziennego życia, zmienia ją tylko jawny sąd ludzi według katalogu spisanego wcześniej. Ale rozumiem, że to pytanie wraca, i ma wracać.
  • Skąd wziąć pierwsze Miasteczko? Most jest opisany. Pierwsza deska mostu jeszcze nie.

I jeszcze jedno. Ta strona jest uproszczona, bo miała być. Każdy mechanizm, o którym tu przeczytałeś, ma na tym portalu osobny pokój, w którym można go przeklikać ze wszystkimi szczegółami, wzorami i wyjątkami. Jeśli po tym rozdziale masz wrażenie, że coś tu działa zbyt łatwo, prawdopodobnie masz rację. Idź do pokoju i sprawdź.